• Wpisów:31
  • Średnio co: 64 dni
  • Ostatni wpis:5 lata temu, 21:50
  • Licznik odwiedzin:7 943 / 2077 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
rastagirl2896
 
deenie2896
 
Obudziłam się w łóżku. Ranek, za oknem poranna mgła. Niewiele mnie to obchodziło, obróciłam się na drugą stronę. Stefana nie było obok mnie. Zaspana rozejrzałam się nieprzytomnym wzrokiem po pokoju. Może już poszedł na siłownię ? No nic. Padłam z powrotem na poduszkę. Nieprzyjemnie się rozpłaszczyła. Czyli to nie moja poduszka. Zdenerwowana zaczęłam macać łóżko w poszukiwaniu drugiej poduszki, ale dłoń natrafiła na karteczkę. Palce zacisnęły się na niej i usiadłam szybko pochłaniając listek wzrokiem. Biała kartka, skośne pismo Stefana.
Kochana Acacio.
Wszystkiego najlepszego, moja kochana. Przepraszam że mnie nie ma, będę o 10. Możliwe że się nie obudzisz do czasu aż wrócę, lecz chcę mieć pewność że nie wyjdziesz z domu, dlatego zabrałem wszystkie klucze i zamknąłem drzwi. Nie pytaj proszę, czemu tak się dziwnie zachowuję. Wyjaśnię. Nie ruszaj się z domu.
Kocham cię, Stefan. "
Przeczytałam oszołomiona i już całkiem rozbudzona trzy razy. Jak to " zamknięta " ? Wypadłam z łóżka i pobiegłam ciemnym korytarzem na parter. Złapałam zimną okrągłą klamkę. Szarpnęłam. Półobrót. Szarpnięcie. Drzwi stały w bezruchu.
Super.
Powlokłam się z powrotem do pokoju. Rzuciłam okiem na zegarek na szafce nocnej. 5:58 .
Zajebiście.
Padłam na łóżko zmęczona. Spike i Princess jeszcze spali na swoich koszyczkach. Popatrzyłam się na nie i zaczęłam rozmyślać.
O Daszy. Nie odezwała się ani słowem, ja osobiście nie miałam zamiaru dotykać telefonu jednym palcem gdy zadzwoni. Byłyśmy jak siostry... To takie smutne. Mam cichą nadzieję, że...
DRYŃ. DRYYŃ. DYYYYYYŃ.
telefon.
Stefano.
Złapałam telefon i spojrzałam na ekran uradowana.
Lecz to nie był Stefano.
To była Dasza.
 

rastagirl2896
 
deenie2896
 
Sen.
Pewnego razu była sobie księżniczka Acacia. Była to księżniczka Rosji. Lecz, ku smutkowi królewskiej pary, nie była taka jak inne księżniczki. Chodziła po drzewach, ujeżdżała smoki. Były to czasy średniowieczne. Smoki można było ujeżdżać, lecz była to bardzo trudna sztuka. Acacia jednak miała ją w małym palcu gdy miała już 5 lat. W wieku 11 mogła już startować w ogólnoeuropejskich zawodach walki na smokach. Mijały lata, a ona wygrywała każde zawody. Znalazła tam księżniczkę Albanii, Sabine. Stały się najlepszymi przyjaciółkami. Sabine była razem z księciem Włoch, Machelli. Zawsze zajmowała drugie miejsce. Mach nie grał, ale gorąco im kibicował. Gdy Acacia miała 16 lat miała 1.60 i była gorliwą treserką swojego smoka Kaprysia. Kapryś był bardzo kapryśny, stąd jego imię. Czarny o zielonych oczach i łuskowej powierzchni skóry. Sabine miała smoczycę Gwiazdę. Czerwono-skóra dzika i nieposkromiona, kochająca tylko Sabi Ace i Kaprysia. Gdy miała 15 jak zwykle, 12 lipca dosiadła swego smoka, zataszczyła swoją torbę, przypieła ją do siodła i wyruszyła do Albanii. Była tam 7 godzin później, ale szybko wyruszyły dalej. Na stadionie były na drugi dzień. Od razu podbiegły do tabeli ogłoszeń kto z kim będzie walczyć. Acacia miała z nijakim Stefano, księciem Hiszpanii.... Wróciły do ich pokoju w hotelu. Ubrały się w skórzane czarne ubrania. Wieczorem był kolej ich. Pierwszy raz Acacia przegrała. Kapryś miał ciężko uszkodzone skrzydło, a ona złamaną nogę. Stefano zeskoczył z ciemnej Błyskawicy, i wziął dziewczyne na ręce.
-Przepraszam -załkał- jeżeli mogę ci pomóc...
-Pocałuj mnie - odpowiedziała ona stanowczo. On się zawachał... I pocałował, długi piękny pocałunek. Otworzyła oczy po kilku minutach. Ujrzała tylko parę brązowych oczu a potem wszytsko się zamazało i zrobiło się ciemne.
Usiadłam na łóżku.
Sen.
Tylko sen.
Smoki?
Shofu*.
Opadłam na łóżko gorąca. Łzy popłynęły mi lepkimi kropelkami. Chciałam bardzo żeby to była prawda. Pociągnęłam nosem i nagle coś mnie złapało za rękę. To był Stefano, rozbudzony moim szlochem. Przytulił mnie bez słów i pocłował tak samo jak w śnie. I wszytko było znowu dobrze....




*Shofu - po japońsku ku**a
  • awatar Gość: Simply on the internet bank things out ... enjoy the pictures! I try to find out by looking at other pictures, too. my website - http://journal-cinema.org/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

rastagirl2896
 
deenie2896
 
Damon.
Obserwowałem ją cały czas, czytałem jej w myślach. Nie mogłem się powstrzymać ! Cały czas myślała o tym przebrzydłym bracie.. moim bracie! Biegłem przez Niebo, skręciłem w ulicę Wieczną, na której mieszkałem i wpadłem jak wichura do domu. Padłem na łóżko i wygrzebałem najnowszego iPhone i założyłem słuchawki na uszy. Pogrążyłem się w świecie muzyki... aż w końcu po 3 godzinach obudził mnie dzwonek do drzwi. otworzyłem szarpnięciem drzwi, za nimi stał wysoki blady mężczyzna w czarnym garniaku. No i miał całą prawą stronę twarzy zmasakrowaną.
-Drake! - krzyknąłem uradowany a potem umilkłem. Przecież był tutaj. Umarł. Tak jak ja. Przez chwilkę stał cicho a potem zaczął mówić szybko i niezrozumiale.
-Dowiedziałem się o wypadku, przykro mi, strasznie. Ale gdy sie dowiedziałem od razu chciałem cie zobaczyć. Siedze tutaj juz 2 lata sam - tak mi się zdaje - i .. - zabrakło mu słów - może to będzie chamskie usłyszeć od przyjaciela takie słowa, ale cieszę się że jesteś. - umilkł. Potem powoli odeszłam dwa kroki od niego i powiedziałem
-Wejdź, Drake.
 

 
Stefano dzisiaj spal tez u mnie. Z racji tego, ze mial 18 lat, wprowadzil sie do mnie. Postanowilismy dalej rozwijac interes rodzicow. Oczywiscie to ja prowadzilam salon, a stefano zgodzil sie prowadzic dalej silownie. Zaprosil swojego kumpla aby z nim pracowal i mu pomogl. Paolo , byl akurat bezrobotny, przyja zaproszenie z wielkim entuzjazmem. Na dzien po wizycie daszy on przyszedl do nas.
Paolo byl pol brazyliczykiem a pol wlochem. Troche seplenil, ale dalo sie go zrozumiec, mial duze orzechowe oczy i krotko ostrzyzone wlosy. Na jego czekoladowej skorze nie bylo widac prawie w ogóle piegow. Glos mial mily dla ucha, lecz w ogole nie basowy. No coz, nie umiem opisac jego glosu.
Jednym slowem byl wspanialy. Poczucie humoru i styl zycia to byly jego cechy spostrzegawcze.
No i byl ladny.
Nie zeby cos, ja tam wolalam stefano, ale... mial w sobie cos. Byl wspanialym przyjacielem. No i byl starszy, ja mialam prawie 17 lat a on mial z 17 i pol.
Wracajac do prac, bardzo im sie powodzilo, kilka tygodni razem spedzonych i bez zadnych potyczek czy klotni. W dzien, gdy stefano sie do mnie wprowadzil, a paolo z moim chlopakiem rozpoczeli biznes, bylismy jeszcze u tatuazysty. Byl mlody, przystojny i mial na imie leon. Zrobil mi sliczna jaskolke na nadgarstku, w zaledwie kwadrans. Z tygrysem bylo gorzej, kursowalam przez kilka godzin to po kawe, po paczki.. ale wreszcie byl skonczony i bylismy strasznie zadowoleni. Przypieczentowalismy to wszystko pocalunkiem.
Zaczol sie nowy rozdzial mojego zycia. Lecz nie wiedzialam, ze ktos caly czas mnie obserwuje.. aniol cienia..
 

deenie2896
 
rastagirl2896
 
Ah ten skręcony nadgarstek :c
 

rastagirl2896
 
deenie2896
 
mama szlaban koniec kropka.
 

myszaaa15
 
deenie2896
 
no czekam czekam na następne ;**
 

 
Co takie krotkie te rozdzialy? Trzeba sie przylozyc ! Jak wolicie jednak takie krotkie to piszcie
--------------------------------------------------------------------------------------
Lezalam na lozku w samym staniku i krotkich spodenkach. On mial na sobie tylko kapielowki. Myział mnie delikatnie po plecach. W tle leciala muzyka z mojej playlisty. Machalam nogami do rytmu. Bylo goraco jak w piecu, w dloni trzymalam wielki kubek lemoniady. Przytknelam slomke do ust i saczylam powoli napoj. Stefano tez trzymal taki sam kubek . Nagle poczulam jak mala kostka lodu slizga mi sie po plecach. Zasmialam sie piskliwie i szturchnelam go lokciem w kolano. Zasmialismy razem wesolo.
-basen?
-jasne ! - odpowiedzialam i zrzucilam szorty. Pobieglam na dwor po postawieniu szklanki na biurku. Stefano powtorzyl moj ruch i pobiegl za mna. Wskoczylam do zimnego basenu na glowke a on zaraz po mnie na bombe. Od strony domu z glosnikow wydobywaly sie dzwieki "starships nicki minaj " przez chwile chlapalismy sie i robilismy glupie miny. Potem nurkowalismy. Woda byla czystka i nie polalo jk bylismy bez okularow. Spokojnie doplynelam na dno i chwycilam go za reke. Na dnie narysowalam serce i i <3 y a potem wyslalam mu calusa. Szybko wyplynelam bo zabraklo mi powietrza i chwile po mnie wyplynal on.
-ja cie tez. Wiem ze jestes byla mojego brata, a jego - glos mu sie zalamal - nie ma juz z nami... ale cie kocham - a potem mnie pocalowal. To byl krotki pelen slodyczy pocalunek.potem jeszcze plywalismy, nurkowalismy a potem wyszlam polezec i sie poopalac. Po pol godziny wyszedl i poszedl zrobic nam cos do jedzenia.
Przygryzalismy w ciszy truskawki, pomarancze, brzoskwinie, mandarynki i plasterki banana. Zamknelam oczy i cieszylam sie promieniami slonca. Na dloni mialam kilka kawalkow roznych owocow, przygryzalam je lekko co chwila. Nagle uslyszalam pelen oburzenia glos mojej Pocieszycielki
-a co wy tu do cholery robicie?! - zerwalismy sie jak na bacznosc, rozsypujac przy tym owoce. Spojzalam na stefano spanikowana. A on na mnie. Nie wiedzielismy co robic. Przelknelam sline i zaczelam rzeczowo
-sluchaj, Dasza, nie wiem co ty tu robisz, ale chyba mozemy wypoczywac w moim ogrodzie.
-ale z nim?! To brat Damona !
- no i co z tego?! Wyjdz z mojego ogrodu ! To moj dom moj ogrod i moje zycie ! A ty moze w koncu sie z niego wyprowadz ! Caly czas mi przeszkadzasz, damonem tez nie bylas zadowolona i tez go probowalas odpedzic !
- dobrze Acacio pojde ! Ale ostrzegam, to ostatni raz ktory mnie widzisz jako przyjaciolke, od teraz bede twoim wrogiem
- hahah ! Bo sie boje ! - i zasmialam sie jej w twarz. Ona oburzona odwrocila sie na pietach i wybiegla pokazujac mi srodkowy palec. Stefano stal zamurowany obok mnie a ja podeszlam do niego i wtulilam w jego naga piers.
- przytul mnie.. - powiedzialam rozpaczona. On najpierw mnie slabo i sztucznie objal a potem przytulil i przycisnal twarz do moich wlosow.
-skonczylas dla mnie przyjazn. Kocham cie - i pocalowal mnie w czubek glowy. A ja chcialam aby tak zostalo do konca swiata.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Penelopa rozłączyła się dość szybko. Rzuciła telefon na kanapę obok Tori. Podbiegła na górę i weszła bez pukania do pokoju brata. Za nią wspięła się po schodach Lilith, fretka Tori. Za nią szedł jeszcze malutki szczeniaczek, Dropsik. To był synek Lilith i Bucyfała. Szczeniąt było 7, ale sprzedali 5. Zostały dwa - Dropsik i Mentos. Były takie słodkie że można je było zaprzytulać na śmierć. Dropsik poturlał się za Lilith. Penelopa weszła do pokoju i westchnęła. Leon leżał na łóżku, Mentos leżał na jego brzuchu.
-Co sie tak obijasz?! Nowe zamówienie - jaskółka na nadgarstku i tygrys na ramieniu. No hop siup wstawaj ! - poderwał się szybko a mentos spadł na niepościelone łóżko. Zasiadł przy biurku i otworzył pocztę. Penelopa podeszła do niego i zmierzwiła po włosach. - Spoko, bez stresu, przyjdą jutro o 16. - i pocałowała go w czubek głowy.
-Ej, Lop zrobisz mi kakao? Albo kawe ? - kiwnęła głową i poszła na dół. Wzięła po drodze Dropsa i Mentosa pod pachę. Lilith biegła , właściwie z turlała się po schodach. Tori i Penelopa ubrały się, jedna zaniosła kawę Leonowi i poszły na siłownię.
 

 
Jakby co jestem na fonie
--------------------------------------------------------------------------------------
- Acacia. Co ty taka zarumieniona?
- uhm.. nic nic. Napijesz sie czegos?
- sok?
- mam tylko z czarnej porzeczki.
-tez lubie - usiadl na oparciu kanapy a ja nalalam dwie szklanki soku. Jedna podalam mu i wskazalam na schody. Poszlam pierwsza, bylam na boso. O ile czerwone skarpety sie licza. Skrecilam do mojego pokoju i princess odrazu do mnie podbiegla. Wyciagnelam do niej ramiona i unioslam ja na wysokosc twarzy a ona wylizala mi cale usta i nos
- jaki slodki ! - podrapal za uchem princess. Nagle ukazal sie spike ktory wchodzil do pokoju - a to co za slodziaczek ? CHodz wezme cie na raczki. Hej, nie liz mnie ! Nie po nosie, tfutfu - prychnal gdy psiak zaczal lizac go po ustach. Usiedlismy rozesmiani z psami do komputera i pokazalam mu jaki chce tatuaz. Byla to lecaca jaskolka bez kolorow bez niczego. On wybral czarnego tygrysa na ramieniu.
- to wazny wybor. Na pewno tego chcesz?
- acacio, z toba sie nie boje. - spontanicznym gestem objal jej dlon. Patrzyli sobie spokojnie w oczy a ona w koncu wymacala telefon, nie przerywajac kontaktu wzrokowego. Wybrala ostatni numer i przycisnela zielona sluchawke. Wczesniej gdy sprzatala dom dzwonila do studia tatuazowego. Po kilku sygnalach rozleglo sie damskie " halo? Tutaj studio tatuazowe. Jakie zamowienie? "
- ja i moj ch... przyjaciel chcemy zrobic sobie tatuaze... wysle linki na maila studia dobrze? - " oczywiscie , to wszystko? " - tak. Dowidzenia.. - rozlonczylam sie i odlozylam fona. Potem naglym gestem przytulilam stefano do siebie, a on odwzajemnil uscisk. Weszlam na strone i w emailu dalam linki. Napisalam ze zjawimy sie na nastepny dzien o 16 . Kliknelam wyslij i szepnelam - juz nie ma odwrotu. Stefano.. - podniosl glowe do gory w pytajacym gescie - mozesz u mnie przenocowac? - reszte zdanie ( bo prosilabym cie o to ) zostalo mi brutalnie przerwane przez namietny pocalunek stefano.
 

 
-oh, Stefano... przepraszam cie za to niezbyt mile powitanie. Po co dzwonisz? Cos sie stalo?
- szczerze powiedziawszy zdziwilem sie ze nie spisz i zee odebralas tak szybko. No coz, chce zrobic sobie tatuaz. ALe nie mam pojecia jaki. Tak sobie pomyslalem ze moze my razem we dwoje zrobimy sobie jakis...
- oh. Ja.. no coz, od dawna o tym mazylam. Chce jaskolke na lewym nadgarstku. A ty mozesz jakiegos lwa czy sokola na ramieniu...
- moze do ciebie przyjde i to omowimy? Poszperamy w necie i te sprawy.
- jasne ! Czekam. - i rozlonczylam sie. Ta rozmowa byla prowadzona niby na luzie, ale na milosc boska ! Rozmawiac z bratem swojego umarlego chlopaka ktorego sie widzialo pol godziny temu. Lezalam dlugo na lozku obmyslajac w co moglabym sie ubrac. Nagle po jakis 15 minutach skoczylam naprezona i zerknelam na zegar. Bylo juz bo 9 ! Pobieglam do toalety sie odswierzyc. Kosztowalo mnie to nastepne 17 minut. Szybko wybralam z szafy szorty i bluzke na ramiaczkach. Byla niemieska w czarne kotwice, a szorny czarne z niebieskim paskiem. Poscielilam w 3 minuty lozko. Robie to wszystko juz prawie godzine pomyslalam gdy upychalam w szafie ciuchy z krzesel i podlogi. Ogarnelam zabawki moich pupilkow. Zbieglam na dol a tam na szczescie byl nieskazitelny porzadek. Wbieglam ostatni raz na gore i wpadlam do lazienki by tam nie bylo widac sladow mojego pospiechu. Zbieglam pedem na dol i przygotowalam ciasteczka i dwie szklanki soku z czarnej porzeczki. Wszystko pedem zanioslam na gore i postawilam na duzym biurku obok komputera. Laptopa zanioslam do gabinetu ojca. Otarlam twarz reka. Wybieglam przed dom bo przyszedl listonosz. Mial jakies tam rachunki. Co tydzien bogata siostra mamy przysylala mi 1000 zeta na rachunki i te inne bzdety. Polozylam je niedbale na stole i usiadlam na oparciu kanapy. Gdy serce juz sie uspokoilo. Weszlam spokojnie na gore do pokoju i poczulam jaki jest tu zaduch. Duszno jak fiks. Otworzylam drzwi od tarasu. Do pokoju wpadlo swierze czyste powietrze. Odetchnelam z ulga i wlonczylam komputer. Juz przymierzalam sie do wpisania w wyszukiwarke " tatuaz jaskolka " gdy zadzwonil dzwonek. Uspokojone serce przeszlo nagle w galop. Zbieglam sprintem na dol. Otworzylam drzwi w miare spokojnie i usmiechnelam sie od ucha do ucha.
- stefano..
 

 
-Damon ?!
-Tak aniele... chociaż teraz jest na odwrót...
Przełknęłam łzy. Nie mogłam się teraz rozpłakać! Wzięłam oddech i patrzyłam mu spanikowana w oczy. Nagle powiedziałam delikatnie
-Nie mogę na ciebie patrzeć. Idę teraz na górę do mojego pokoju. Nie idź proszę za mną. Kocham cię, ale Damon... jeszcze nie teraz. - przyłożyłam obie dłonie do oczu.
-Ależ... kochanie ja... - zamilkł i podszedł do mnie. Uklęk przed kanapą. Wyciągną dłoń i położył na moim kolanie. O dziwo, poczułam jak mnie dotyka. Nagle ta myśl rozwiała wszelkie opory. Powstrzymywane łzy wypłynęły z moich oczu wielkie jak grochy. Ten widok go załamał. Wstał, odszedł kilka kroków i zacisną dłonie w pięści. Głowę opuścił na dół. Przełknęłam ślinę i otarłam wierzchem dłoni oczy. Nagle z jego pleców wystrzeliły oślepiające bielą skrzydła. Rozprostowane miały może trzy metry długości. Jak nie więcej.
-Kocham cię. Jak będziesz chciała, pomyśl o mnie a się zjawię - i znikł. Nie dowierzając wstałam i krzyknęłam
-Damon ! - nikogo nie było. Pobiegłam na górę po schodach minęłam Spike w drzwiach prawie go depcząc i padłam na łóżko. Miałam zamiar spędzić tak cały dzień. Ale zadzwonił telefon. Złapałam komórkę w dłoń, nacisnęłam odpowiedni przycisk i wypowiedziałam wściekła
-CO ?
- Acacia? Tu Stefano, brat Damona...
 

deenie2896
 
myszaaa15
 
Wbijaj do mnie - fala rozdziałów !
Nie będzie ci się już nudzić, zwłaszcza że doszły nowe " postacie "
 

 
LOL. rozdział za rozdziałem Będzie co czytać !
--------------------------------------------------
Penelopa.
Szła ulicami miasta. Było cicho i spokojnie, tak jak lubiła. Dopiero szósta rano, a okrążyła już całe miasto. Jeszcze jedna rundka i będzie pod tym domkiem o ósmej. Uśmiechnęła się do siebie pokazując białe zęby. Odgarnęła włosy i znowu zaczęła truchtać. Zamierzała wpaść po drodze do Tori. Biegnąc chodnikiem oglądnęła swoją lewą dłoń. Tatuaż kluczyka zrobiła sobie po śmierci rodziców, jak miała 13 lat. To był znak jako że ten rozdział w życiu został zamknięty. Teraz miała brata Leona. Mieszkali razem z jej przyjaciółką Tori, która przez patologię w rodzinie przeprowadziła się do domu rodzeństwa. Jej brat jest tatuażystą, nieźle zarabia. Penelopa i Tori pracowały razem na siłowni. Razem przyciągały klientów swoją pięknością i stylem. Leo jest pewno w pracy a Tori siedzi w domu, mamy dzisiaj na 14. Już widziała zarys budynku. Zaczęła biec w stronę domu. Przystopowała przy sąsiednim domku aby przejść przez ulicę, ale nagle zobaczyła jak na kanapie leży ładna dziewczyna i wymachuje rękoma. Była zalana łzami. Wstała i pobiegła po schodach na pierwsze piętro. To było dziwne. Może trzymała telefon w drugiej dłoni? Penelopa wzruszyła ramionami i przeszła na drugą ulicę. Otworzyła z kopniaka bramkę, drzwi z łokcia. Same za nią się zatrzasnęły.
-Siema! - wrzasnęła na cały dom. W salonie słyszała telewizor, na górze głośniki chodziły głośno. Tori siedziała na podłodze przed kanapą i próbowała naprawić stary magnetofon.
-Elo ! - usłyszała brata z piętra
-Hej... - mruknęła tylko zafascynowana czymś Tori. Penelopa ściągnęła swoje conversy do biegania i dresy. Rzuciła je niedbale na kanape, tak jak bluzę. Byłą w samych majtkach i podkoszulku. Przeszła do kuchni, by tam nalać sobie kawy. Dodała troche mleka i z dużym kubkiem ruszyła na górę do 22-letniego brata. Schody były zawalone następnymi ciuchami, na oko Tori. Weszła na korytarz. Pod gołymi stopami miękka wykładzina była bardzo miła w dotyku. Skręciła w prawo aby wejść do pokoju brata. Tam był istny burdel. Czasami jak sie wchodziło były nawet jakieś laski. Tym razem nie było żadnej. Chłopak siedział rozwalony na krześle odchylonym do tyłu i ruszał myszką. Na ekranie komputera widać było bardzo ładny tatuaż. Uśmiechnęła się pod nosem.
- Hej. - podskoczył delikatnie - Hahaha, nie bój się. - podeszła postawiła kawę na biurku i usiadą mu na kolanach. On objął ją jednym ramieniem i przytulił do siebie. Siedział w samych bokserkach, odsłaniając wspaniały brzuch. Poklepała go w pierś.
-Widzę że ktoś tu robił brzuszki. Czy kiedy mnie nie było, cały czas tu siedziałeś?
-Ta, Tori zrobiła nam śniadanie i wzięła ten stary magnetofon. Wiesz, który - przytaknęłam - no i nagle usłyszałem telefon, dosłownie kilka minut temu, że mam zrobić kolesiowi na jutro taki tatuaż wielkiego węża, atakującego smoka chińskiego. No i ma być na całe ramię. No i wyszło mi to. - wskazał dłonią na obraz. Ogromny wąż zaczynał się w środku dłoni i kończył na łokciu, gdzie wgryza się w smoka. Smok, odchylił łeb w stronę tułowia rywala. zaczynał się z pod pachy.
-Na mój gust, serio ładny. - wtuliła twarz do szyi brata. Zeskoczyła z jego kolan zabrała kubek i pospacerowała popijając kawę do Tori. Usiadły razem i zaczęły rozmawiać o planie na dziś. Jak dwie nastolatki nie mających żadnych planów.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Lol. Dostałam WENY !!! Sylwuś, przygotuj się na falę rozdziałów
--------------------------------------------------
Biegłam przez las. Nie odwracaj się za siebie nie odwracaj - huczało mi w głowie. Nagle mimo woli odwróciłam się. On był tuż przede mną. Wrzasnęłam i przewróciłam się na plecy.
Usiadłam przepocona. Dyszałam ciężko. Usta mi mocno drżały i mrugałam oczami. Otarłam przepoconą dłonią mokre czoło. Wymacałam włącznik lampki i przycisnęłam. Lampka oświetliła pokój. Spojrzałam na zegarek. Piąta rano. Świtało. Wstałam rozbudzona i wyszłam na korytarz. Zamrugałam oczami a potem obejrzałam się na Princess. Leżała spokojnie brzuszkiem do góry. Obok niej Spike otworzył jedno oko i wysuną języczek. Uśmiechnęłam się od ucha do ucha i zapaliłam światło na korytarzu. Zeszłam na dół do kuchni. Otworzyłam z ciekawości lodówkę i wyjęłam z niej dwie parówki i musztardę. Wyjęłam talerz z szafki i postawiłam na stole. Usiadłam byle jak na krześle i zaczęłam jeść. Wygładziłam po kilku minutach moją pidżamkę którą dostałam od Damona na 16 urodziny. Była śliczna, długa zwiewna sukieneczka do kolan, zielonkawo niebieska z haftowanymi ręcznie kwiatuszkami. Frotowe podkolanówki były miętowo -zielone w żółte paski. Gdy zjadłam posprzątałam po sobie i poszłam do salonu. włączyłam telewizję i z radością słuchałam co nowego na tym świecie. Po kilku minutach przestałam zwracać uwagi na telewizję. Głęboko w sercu bałam się. Nie wiadomo było mi czego. Nagle mignęło jej coś czarnego po prawej. Z całej siły zamknęła oczy i zaczęła myśleć intensywnie o Damonie.
-Acacio... o mój boże, św. Michał miał rację...
Otworzyłam oczy. Usłyszałam ten głos, najcudowniejszy na świecie. Zobaczyłam tego mężczyzne, mojego serca. Mojego najdroższego na świecie człowieka.
-Damon!
 

 
Gdy ciocia Meg nas zawołała, byłam przyznaję - trochę zastraszona. Oblizałam usta i przeszłyśmy do pokoju Meginny. Nidy tu nie byłam, chłonęłam każdy szczegół. Szatańsko - hipiskie obrazy. Ciemne kolory. Dziwne rzeczy poustawiane na półkach.
-Usiądźcie - usłyszałam. Posłusznie wyszukałam w mroku purpurowego krzesła. Poczułam wzrok między łopatkami i jak sie odwróciłam nikogo nie było. Dasza usiadła naprzeciwko mnie. Okrągły stoik miał czerwony obrus co mi się automatycznie skojarzyło z krwią. To nie jest miejsce i czas na takie przemyślenia. Przełknęłam ślinę i otworzyłam szerzej oczy. Nagle oślepiło mnie światło i usłyszałam głos cioci :
- Jesteście gotowe na przyszłość i prawdę ?
-Jesteśmy - odrzekłam w tym samym czasie co moja przyjaciółka. Gdy oczy mi się choć troszkę przyzwyczają do światła bijącego od ( jak sie potem dowiedziałam ) magicznej kryształowej kuli, mogłabym rozejrzeć się skąd dochodzi ten pisk. Myszy? Szczury ? Nagle coś myźnęło moją gołą kostkę i pisnęłam cicho. Zamknęłam z całych sił oczy a Meg zaczęła opowiadać :
-Acacio, masz nowego anioła stróża. Nie wiem kto to, ale tu jest niewyraźna męska postać. Możesz go oglądać tylko gdy jesteś sama w pokoju. Wtedy nikt nie słyszy jak mówisz, i nikt nie słyszy jego głosu. Przybywa z nieba. Daszo, twój ojciec, jak już wiesz, czuwa nad tobą. I tajemniczy mężczyzna, i Nill są z nami. Twoja matka wie, że to ty narozrabiałaś w jej domu - cichy syk koleżanki - i chce się z tobą spotkać. Wie, że jesteś niezależna i tak dalej. Ale nie wie gdzie mieszkasz i chce cię przyjąć pod swoje, nie ukrywajmy, bogate skrzydła. Naprawdę próbowała cię pokochać, ale nie lubi dzieci. Nie ma instynktu macierzyńskiego. Przyszłość.. jest zamazana. .To źle. Oznacza, że duży wpływ będą miały na to osoby z zewnątrz. Ale Acacia nie będzie długo w żałobie, spotka miłego chłopaka. Będą się dobrze dogadywać, zamieszka u ciebie. Nie sprzedasz domu, będziesz rozkręcać biznes rodziców. On będzie ci pomagał. Twój anioł nie będzie z tego zadowolony. Hmm... ciekawe... w tym wszystkim nie widzę Daszy... nie będzie jej przy tobie Acacio. W ogóle jej nie widzę. Wszystko jest takie aaaaah ! Nic nie widzę ! Ciemność ! Nie ! Odejdź !
W tym momencie kula zgasła i słońce zaszło. Wszystko pogrążyło się w całkowitej nieprzeniknionej ciemności.
 

 
Rozdzial piaty pisany na spontanie i to jeszcze na telefonie ! Ale wybaczcie mi.
--------------------------------------------------------------------------------------
Damon.
To imie rozległo się echem po mojej głowie. Co mam z nim wspólnego? Jednakże z czymś..kimś mi się to kojaży...
Damon to twoje imię.
Nagle wszystko mi sie przypomnialo. Acacia, moja dziewczyna. Jej rodzice. Ona wysiadla po buty a wtedy... bylo swiatlo, i nagle lecialem do gory z dziesiatkami dusz. Wszyscy mieli bardzo oszolomnione twarze. Teraz siedzialem w jakims pokoju ktory na oko wyglada jak w moim domu. A moze to byl sen? Ten caly wyjazd? Westchnolem rozczarowany. Ta mysl zdarzyla w jednej sekundzie owladnac moj umysl. Wstalem z lozka. Bylem w moich ulubionych bokserkach. Przygryzajac warge zerknalem przez okno wyjzec jaka pogoda na dzis. Wtedy doslownie mnie zatkalo. Ludzie latali lub podskakiwali miedzy naprawde nisko latajacymi chmurami. Moze jeszcze snie. Przemyslalem wszystko szybko. Ubralem sie w ekspresowym tepie, nie myjac nawet zebow. Zbieglam po schodach. Prawie wywazylem frontowe drzwi i wytrzeszczylem oczy. Wszyscy latali. Niebo bylo rozano - niebieskie. Wybieglem kilka metrow przez trawnik i sie obejzalem na dom. To byl maly bialy domek o jasnoniebieskich framugach w oknach i kolumnach. Kazdy domek podobny, ale inny. Podbieglem do jednego z przechodniow. Wygladala na mila, moze 49 lat. Brazowe wlosy i biala sukienka.
- przepraszam, powie mi pani gdzie ja do d - przerwalem i poruszylem tylko ustami. Sprobowalem jeszcze raz. Nie moglem wypowiedziec slowa diabel.
- jestes nowy prawda? Musisz sie udac tam - wzkazala palcem ogromny palac. Kiwnalem glowa podziekowalem i ruszylem przed siebie. Po chwili zdalem sobie sprawe ze moge leciec. Odbilem sie od ziemi i spokojnie lecialem miedzy innymi ludzmi. Po kilku minutach wyladowalem spokojnie na schodach prowadzacych do glownych drzwi. Byly otwarte na oscierz. Podbieglem wiec, kilka schodkow w gore i spokojnym krokiem weszlem na sale. Bylo to takie ogromne ze az mi sie w glowie zakrecilo. Popatrzylem na centrum sali, na wielkiego czlowieka . To jest Bóg. - podpowiedzial mi glos w mojej glowie. Oblizalem wargi i podeszlem spokojnie do jednego z aniolow.
- czy moge zostac czyims aniolem strozem?
- oczywiscie. Wymow imie tego czlowieka i pomysl o nim, a sie do niego teleportujesz, a my zrobimy reszte.
- Acacia Clark... - i pomyslal o najpiekniejszej dziewczynie swiata.
 

 
Nie mam weny znowuuuuu :c !!!!
Zawieszony, zawieszony, przepraszam Sylwia..
Coś tam sie buzuje w mojej głowie ale nie chce sie ujawnić ... ehhh..
przepraszam kochani.
Zawieszony, zawieszony dalej..
 

myszaaa15
 
deenie2896
 
tak mi sie nudzi.. nie mam co czytać.. że postanowiłam sama coś napisać..;d ale dodaj jak najszybciej ;*
  • awatar Acacia Clark.: Kurcze nie mam teraz czasu :s Dalej zawieszam, przepraszam. Musiałabym zrobić kilka rzeczy. Postaram się napisać jakiś rozdział.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

myszaaa15
 
deenie2896
 
ile jeszczeee ? bo mi sie tu nudzi..;/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 

z tej piosenki brałam natchnienie.
Chciałam wam tylko to przekazać.
Moim zdaniem jest świetna, i z tond wziełam tytuł.
Papa ;*
PS. Sylwuuuś mam już 4 i prawie 5, ale dopiero za tydzień, może kilka dni zaczne dodawać. Chce miec troszke zapasu ;D
 

deenie2896
 
heheogarniam
 
Przeczytałam u ciebie tych kilka rozdziałów...
Ja osobiście zawiesiłam bloga na jakiś czas.
Nie miałam weny. To okropne, prawda?
Przeczytałam twoje wpisy...
Włączyłam muzykę...
Czwarty rozdział mam już za sobą, tylko dzięki tobie!
Zaczynam piąty.
Wena przyszła po tym, jak przeczytałam twoje wpisy. Są wspaniałe!
Gratuluje!
  • awatar go to dreams.: kurczę.. jest mi bardzo, bardzo, bardzo miło! oby wena z ciebie się nie ulotniła. ;*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Zawieszam narazie bloga. Przepraszam Sylwia, ale musze nadrobić najpierw wszystko...
Nie wymagaj odemnie tak dużo.
Biore sie do pisania.
Nie jest lekko.
Zawieszam bloga dopóki nie będe miała w zapasie kilku rozdziałów.
Przynajmniej 4.
Czyli jak skończę rozdział 7 to dopiero wracam.
Może przez to Sylwuś przestaniesz mnei obserwować.
Ale jest cięzko.
Przepraszam.
Do zobaczenia...Na pewno.
  • awatar Acacia Clark.: @zawsze ta gruba.♥: No cóż... jeszcze nie wiem ale może to potrwać... :c Ale spoko, będę pisać takie spontany, zwykłe wpisy ;) np. jak sie dzisiaj bawiłam z koleżanką itd... nie smutaj ;*
  • awatar grubym być.♥: :( ehhh.. no trudno..:( a na długo zawieszasz ?
  • awatar go to dreams.: jakie oczka *-* ~ piszę opowiadanie, jak chcesz to wpadnij! :33
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Wrrrr. Moja mama dala mi szlaban. Masakra. Za to ze zobaczyla jedna rozmowe z moja kolezanka o tym ze chlopak z nia zerwal i wyklinalysmy go.. a ja potem zapomnialam sie zalogowac. Odrazu wlasnie wczoraj dalam rozdzial i kolezanka do mnie napisala. Poszlam sie myc i mama weszla na kompa, przeczytala... a ja tam tak wyzywalam.. wiec awantura. Tera pisze z telefonu.. masakra jednym slowem. Na razie bede pisac tylko na telefonie. Rozdzialy na ta chwile beda opuszczone... jutro zrelacjonuje jak bede miala zasieg nad jeziorem co mi soe udalo wyblagac.
 

 
OMG dopierooo ?! Nie spodziewałam się. Ale sorki że się opuźniło.
--------------------------------------------------

Czy ona wkońcu się odczepi?
Szybko obejrzałam się za siebie i proszę, mam tego czego szukałam. Biegła, jej włosy były szopą z błyskawicami. Nagle coś przykuło jej uwagę. Przez jezdnię toczył się tęczowy kabriolet, bez dachu a w środku siedziała moja wybawicielka.
–Nara frajerowska wiedźmo bez serca! – wrzasnełam jeszcze i wskoczyłam nie otwierając drzwi do auta. Dasza wcisnęła gaz do dechy i manewrowała dopóki nie znalazłyśmy się obok domu. Spojrzała na mnie jak oddycham głęboko i poprawiam fryzure. W końcu nie wytrzymała i zapytała się
-Chyba wyjaśnisz, co to było?
-Jasne. Słuchaj, ta kobieta to była wiedźma, ogarniasz? To ona mnie podwiozła do szpitala. No i była chyba na pogrzebie. Zaproponowała mi.. hm.. układ. Ona dostanie moje serce – moją miłość, odczucie nie do zniesienia, przyjemne, czasami niemiłe, przez które dużo razy cierpisz. Chciała moje serce, jak diament. A ja miałam dostać… a właściwie miałam nie czuć już nigdy więcej bulu. Nigdy więcej miłości. Ogarniasz to wszystko? Ona znała moje imię! Czaisz ?!
-O ja pierdziele. Ale masakra. - Dasza otarła obiema rękami twarz. W zamyśleniu przejechała po kierownicy dłońmi. Przyłozyła dłoń do czoła. Obserwowałam jej każdy ruch, każdy drobny szczegół. Podrapała się po nosie i wymamrotała niezadowolona – Musimy jechać do mojej cioci Meginny. – Po czym ruszyła gwałtownie. W oddali usłyszałyśmy czyiś wrzask. Odwróciłam się, Dasza nie. Była to jakaś pani. Z daleka widziałam tylko biały sweter i blond włosy. Chyba czerwone rurki. I pod spodem o ile się nie mylę czerwona bluzka z krótkim rękawem. Twarz miała zdenerwowaną.
-Kto to? – Zamrugałam oczami ale akurat skręciłyśmy w stronę peryferii.
-Kto? Tamta baba? Ostatnio włamałam się jej do domu i wypuściłam kanarka i narobiłam troche burdelu. Wkurzyła mnie jak nigdy. Wiesz co zrobiła? Przejechała kotka cioci Meginny! Biedna kociczka, miała już 9 lat. Szła do mnie przez ulicę, droga prosta i z daleka widać mnie i koteczkę, dość duży czarno – szary kłębek. Kucałam i wyciągałam do niej ręce ona już przy mnie była gdy jakieś BMW przejechało ją. Byłam cała we krwi. To…
Dasza przerwała i zaczęła płakać. Szlochała i krzyknęła
-To wredna suka! Suka!
-Ale skąd wiesz że to ona? Dasza, przecież mogłaś się włamać do kogoś zupełnie obcego!
-Wiem chyba jak wygląda, gdzie mieszka i jakie ma auto moja MATKA!!!
--------------------------------------------------
Sylwia nie marudź że krótkie!!! Jest i już I mam nadzieje że wsuwasz marchewkę a nie snikersa przy czytaniu Jutro najprawdopodobniej jutro bedzie 4
  • awatar grubym być.♥: niee jem słodyczy kochana ;) a rodział oczywiście suuper ;D czekam na następne ;***
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hej wam jak zwykle rozdział <3 Tym razem dedykacja dla niecierpliwej Zawsze ta gruba .<3 to dla ciebie
--------------------------------------------------
To Damon ma brata ?!
Popatrzyłyśmy się na siebie ogromnymi oczami. To było dopiero chore. Damon był (do teraz) jedynakiem ! Niemożliwe! Stefano patrzył się na nas dużymi ufnymi oczami. Czarne włosy były skryte pod czapką lecz trochę pod długie, już za ucho. Grzywka zwijała się w falach i układała się sama jak chciała. Telepnął głową i ułożyła się pod dziwnym kątem. Potem jakby sama osunęła się i opadła na swoje miejsce. Gdy się patrzyło na niego było podobieństwo. Czarne włosy. Stefano pewnie miał oczy po matce. Czarne długie rzęsy wyglądały jak pomalowane mascarą. Mrugałam oczami. Jego uroda raziła po oczach. Uśmiechnęłam się. On też na mnie patrzył i tez nieśmiało się uśmiechnął. Patrzyliśmy sobie w oczy w niemym porozumieniu, dla nas świat już nie istniał. Zapomniałam o wszystkim, o Damonie, rodzicach, Daszy…
I wtedy czar prysł. Ból był nie do zniesienia. W całej prawej ręce nie miałam czucia. Uczucie było okropne, Spojrzałam zaskoczona na moją przyjaciółkę. Była wyższa, nawet w butach na malutkim obcasie. Patrzyła na mnie pogardliwie i uniosła wysoko brwi.
-Dzień pogrzebu twojego chłopaka i rodziców, tydzień po wypadku w którym zginęli to chyba nie jest dobry dzień do zakochania się w bracie ukochanego prawda? Acacio? – zapytała Dasza przenikliwym głosem, którym było słychać na całej ulicy. Spojrzałam zlękniona na nią. Dasza była zła, to było widać w jej zielonych oczach. Zmarszczyłam brwi i poczułam się upokorzona. Łzy odrzucenia zaczęły cieknąć a potem wstydu, bo Stefano musiał oglądać to przedstawienie.
-Jak mogłaś mi to zrobić, Pocieszycielko? – wyszeptałam tylko i pobiegłam w stronę domu. Minęłam szybko Stefano i wyszeptałam – jeszcze się spotkamy. – I ze łzami pobiegłam dalej ulicą.
Po krótkim czasie zdałam sobie sprawę że już idę a nie biegnę i że ktoś za mną truchta. Myślałam że to Dasza albo Stefano. Odwróciłam się i zerknęłam za lewe ramię. Za mną biegła kobieca postać w czarnych spodniach i golfie. Czarne włosy opadały delikatnie w falach na ramiona. Oliwkowa skóra ładnie dopasowywała się do stroju.
To była kobieta która mnie odwiozła do szpitala. Wiedziałam to, jej twarz była taka sama. Pozwoliłam się jej dogonić. Ona obięła mnie i zatrzymała.
-To ty. – zaczęła – Jestem Wagabunda. Jestem tą kobietą która cię podwiozła do szpitala pamiętasz? – kiwnęłam głową – Widzę że jesteś bardzo smutna. – ciągnęła zagadkowym tonem – Lecz mam dla ciebie propozycję. Tak się składa, że jestem czarownicą. Chciałabym ci ulżyć, a akurat potrzebuje czegoś. No więc potrzebuje miłości. Nie zatrutej, czystej pięknej miłości. Ty taką miałaś i dalej masz. Ale już zapomnianą. Powoli przestajesz kochać te trupy, szkielety, popioły. Ale ja potrzebuje twojej miłości. Umiem przepowiedzieć przyszłość, Już ją przepowiedziała tobie. Nikogo w swoim życiu więcej nie pokochasz. Nikogo. Wiem, że to niezbyt przekonujące, ale… Potrzebuję ciebie, Acacio! – S kont ona wie jak mam na imię? Może naprawdę przepowiedziała mi przyszłość? Nikogo nie pokocham? A Stefano…? Może nikogo nie pokocham gdy oddam tę miłość? To akurat oczywiste. – Co ty na to, Acacio? Już nigdy nie poczujesz tego bólu.
-Nie wiem… muszę się zastanowić. Raczej odmawiam… nie wiem, co z tego zyskam, a ty? Cos zyskasz przecież. – Mówiła bardzo rzeczowo i domyślnie. Ona zmarszczyła nos, oczy rozbłysły pomarańczowym światłem. Ale zaraz potem uśmiechnęła się kojąco i syknęła :
-Miłość to grzech. Potrzebuję cie dziewczyno. Chodź ze mną ! – popatrzyłam się na nią przerażona i wrzasnęłam
-Nie!!! Rozumiesz?! Chcę kochać! Chcę czuć!!! Odejdź wiedźmo! Potrzebujesz mojej miłości bo sama nie umiesz kochać!!! – z tym słowem splunęłam jej prosto w otwierające się usta i pobiegłam tak szybko jak się tylko da. Ściągnęłam szpilki i wyciągnęłam IPhona.
-Dasza – powiedziałam do niego a on wyszukał mi wybraną osobę w kontaktach – zadzwoń – zrobił to o co prosiłam.
Tuuuuuu…..duuuuuuu…tuuuuu…Halo?
-Dasza musisz mi pomóc.
--------------------------------------------------
Jak zwykle koniec w odpowiednim momencie
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Sluchajcie, jutro albo dzisiaj wieczorem dodam rozdzial drugi, bo mam juz trzeci i zaczynam czwarty <lol> . Kiedy chcecie trzeci? Zebym dodala, jutro, pojutrze, za tydzien.. do wasz wybor!
 

 
Wreszcie długo (chyba, bo dla mnie tak) oczekiwany Pierwszy Rozdział "Wiary" Zapraszam do czytania !
--------------------------------------------------
Pogrzeb
Podobno takie dni są bardzo trudne. Przyszło kilka przyjaciół. Rodzina Damona. Ich było od groma – zaś rodzina od rodziców Acaci była bardzo uboga. Około dwie przyjaciółki mamy, jej siostra mąż i dzieci, jej rodzice i tyle. Od taty jego rodzeństwo – bliźniaczki i brat. Brat był sam, jedna z dwu bliźniaczek miała męża i córeczkę a druga miała tylko chłopaka. No i taty mama. Jeden najlepszy przyjaciel. A od Damona… Kuzyni, kuzynki, rodzice, rodzeństwo, wujkowie, ciotki, koledzy, koleżanki, przyjaciele, przyjaciółki. Istny tłok. Ja byłam sama, w małej czarnej, w czarnych szpileczkach i umalowana na czarno. Miałam we włosach czarną opaskę z czarną kokardą. W ręce miałam czarną róże. Łzy leciały bez umiaru. Kap kap kap. Pogrzeb wygłaszał ksiądz, który wyglądał jakby coś jarał. Przekrwione oczy i zdezorientowany wyraz twarzy to jedno, ale żeby zapominać co pół godzinie gdzie się jest, co się tu dzieje, i kogo to pogrzeb… Szaleństwo.
Po ukończeniu powoli skierowałam się razem z moją najlepszą przyjaciółką do bramy. Dasza upięła kolorowe włosy wysoko w koczek. Ubrała kolorową bluzkę z logo jakiegoś zespołu i na to czarną marynarkę. Czarne luźne spodnie biznes woman pożyczyła pewnie od swojej mamy. Tak jak marynarkę. Obie się nie odzywałyśmy. Przeszłyśmy przez bramę i skierowałyśmy się w stronę domu. Z cmentarza miałyśmy chyba 2 kilometry, ale razem zazwyczaj przechodzimy ten kawałek w 15 minut spacerkiem. Dzisiaj moje obcasiki stukały po asfalcie i chodniku, a miękkie buty mojej koleżanki szurały cichutko. Obeszłyśmy śmieszne drzewko, które żartobliwie nazwałyśmy Cytrusia.
Co tydzień chodziłyśmy tu z Daszą do jej ojca. Umarł jakieś pięć lat temu, Dasza się już oswoiła z tą myślą. Pomagała mi tydzień po wypadku. Teraz tez pomaga. I miałam nadzieję że dalej będzie mi pomagała. Jej taktyka była zupełnie inna niż u innych koleżanek. Ona obrała taktykę psychologów. Była moją własną Pocieszycielką. Siedziałyśmy razem w pokoju i rozmawialiśmy o rodzicach. Co mi będzie brakować, czego nie. Co w nich najbardziej lubiłam, czego nienawidziłam? Gdybym miała jeszcze kilka dni z nimi, co bym im mówiła? A gdybym wiedziała o wypadku kilka dni wcześniej? Czy bym im powiedziała? Było milion tych pytań. A zupełnie inne do Damona. Gdy kończyłyśmy sesję we wtorek powiedziałam raz
-Hej, Daszka, jesteś super w tym. Powinnaś zostać prawdziwą Pocieszycielką w przyszłości. Serio, o wiele mi teraz lepiej! – A ona popatrzyła się na mnie dziwnie kiwnęła głową i zacisnęła usta w wąska kreskę. Nie poruszałam więcej tego tematu.
Skręciłyśmy na ulice Liolimelli. Z za rogu wyskoczył jakiś wariat, biegł w bejsbolówce, fioletowym T-shircie i dżinsach. Miał rozczochrane czarne włosy, piegi na zgrabnym nosku i wielkie orzechowe oczy. Przygryzał dolną wargę i miał zagubiony wyraz twarzy. Szeroko otwarte oczy szukały czegoś. Stanął na środku ulicy, gdyż nie było chodnika i obracał się wokół własnej osi. Trzymał mapę w jednej ręce a w drugiej IPhona. Spojrzał na mnie, potem na Daszę i podbiegł do nas. Zatrzymałyśmy się przed ni a on zaczą do nas mówić.
-Hej, jestem Stefano. Wiecie może gdzie cmentarz? – przyjrzał się naszym stojom zacisną usta i kontynuował – Właśnie z niego wracacie czy właśnie do niego idziecie?
-Wracamy. – odpowiedziała sucho moja Pocieszycielka.
-No niee! – wyjęczał tamten i zgią się na pół. Oparł dłonie o kolana i dyszał ciężko, chyba na moje oko próbując się nie rozpłakać.
-Co się stało, Stefan? Co się stało na cmentarzu?
-Stefano. Jestem Stefano. Brat Damona.
Oczy wyszły nam z orbit.
--------------------------------------------------
Zdjęcie Stefano jeszcze nie wybrałam a Acacie mam na Avku mam nadzieję że sie podobało, już rwe się do 2 rozdziału ^^ !
  • awatar nandoskaa: fajne jest ;)
  • awatar Acacia Clark.: @zawsze ta gruba.♥: wiadomo. Nie zapominaj ze mam 12 lat i sie ucze. Kolejna czesc juz prawie napisana ale zeby troche potrzymac w niepewnosci wstawie za okolo 2 dni ;D
  • awatar grubym być.♥: wiadomo że jest pare błędów stylistycznych ale mi sie podobało :) kiedy kolejna część?:p
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Hej wam, to jak zwykle ja i jak zwykle na telefonie. chce tylko powiedziec ze rozdzial 1 juz w drodze. mam juz okolo dwie kartki i juz bede konczyc ale na moje nieszczescie no i tu tez wasze, skonczylabym juz disiaj, teraz bym siedziala i pisala ale spie u babci w tym samym pokoju co rodzice. no i siedze pod koldra, mam nadzieje ze gruba o nie przeswituje . no podsunowujac, kolejny krotszy juz rozdzial bedzie jutro. to papa moi pingerowicze ** /ps. caly czas sie boje ze to nedzie za nudne lub dlugie. staram sie jak moge. papaaa
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hej, to ja Emila. Sorki, rozdzial Pogrzeb jest dla mnie serio trudny. Nie mam weny, siedze gadajac z kolega i dupa. Pisze z telefonu, mam slabego neta, bo od sasiadow babci. Aha, i bie powiedzieliscie jak wam sie podobalo...? Za dlugie? Za nudne? Pomozcie nooo! Ok ja spadam, nie zapomnijcie mi powiedziec co myslicie o blogu. Jezeli macie jakis pomysl to piszcie
 

 
Hej, mam na imię Emilia i będę tu publikować moją... no można by to nazwać książką. Książka nosi tytuł "Wiara czyni cuda". Zapraszam do czytania
PS. piszcie w komentarzach co mogłabym poprawić
--------------------------------------------------

Acacia jechała razem ze swoimi rodzicami i chłopakiem do Austrii na Alpy, do hotelu. Chcieli zrobić małą wycieczkę. Rodzice zajeli przednie miejsca, a 16-latka z 18-latkiem Damonem rozsiedli się na trzech siedzeniach z tyłu. Usneli razem przytuleni i opatuleni w koce i poduszki. Damon już od jakiegoś czasu patrzył w okno znużonym wzrokiem. Acacia kichnęła przez sen a zaraz potem obudziła się ze stęknięciem. Zamrugała trochę zaskoczona i wyciągnęła się na całą długość auta. Obróciła się i popatrzyła zaciekawionym wzrokiem na swojego chłopaka a potem na krajobraz szybą samochodu. Damon zauważył ruch dziewczyny i obrócił głowę w jej stronę. Uśmiechną się do niej i pocałował ją czule.

-Zjeżdżamy na parking? – głos ojca Acaci nieprzyjemnie staną w powietrzu i przerwał dotychczasową kilkugodzinną ciszę.
-Jasne. Rozprostujemy się i pójdę wrrrreeeeszcie do wc. – odpowiedziała mu przeciągając się córka. Peter bez słowa wjechał i zaczął budzić żonę. Arianna ocknęła się jakby ze złego snu. Zaczęła przecierać oczy i klepać dłońmi w policzki żeby się ocucić. Tato zatrzymał się obok innej rodziny właśnie pakującej się z powrotem do wozu. W Austrii było zimno, zimniej niż we Włoszech nad morzem w Rzymie. Acacia przeciągnęła się i z ciągnęła baletki tuż po wyjściu z wozu.
-Co ty robisz Aca? – zapytał Damon szczerze rozbawiony. Wiedział że jego dziewczyna nie lubiła jak ją tak nazywał. Lecz ona puściła to mimo uszu i z ciągnęła już obydwa buty.
-Chodzę na boso, bo chcę żeby palce u stóp też się rozprostowały. - I usiadła na fotelu w aucie. – Nie powinieneś zostawiać otwartych drzwi. Ucieknie ciepło.
-Niech się trochę przewietrzy, zaduch jest jak na Księżycu.
-Tam nie ma tlenu. – odpowiedziała mu rzeczowym głosem.
-Wiem! – parskną rozbawiony – Tak samo BYŁO w samochodzie ! – i roześmiał się. Acacia wstała uśmiechnięta i poszła na boso do toalety. „Nie radze…” pomyślał Damon. Siedziała tam pięć minut, a Damon siedział na kamieniu obok ojca Acaci, który wypalał drugiego papierosa. Gdy wracała dalej na boso śmiali się z jakiegoś żartu. Usiadła na swoje miejsce i popatrzyła się na nich dużymi oczami
-Z czego się tak śmiejecie ?
-Z niczego – Peter chamował śmiech – nic córeczko nic.
Dziewczyna tylko westchnęła ciężko i rozsiadła się na powrót wygonie na siedzeniach.
-Dopalasz tego papierosa i jedziemy… - pogoniła sprawę jej matka. Damon szybko wsiadł do auta i zamkną za sobą drzwi. Ojciec wyrzucił papierosa i okrążył auto do drzwi. Wsiadł i już ruszali z powrotem. Byli na środku parkingu gdy nagle Acacia wrzasnęła tak, że Arianne rozbolała momętalnie głowa.
-STÓJ!!!!! STOP TATO ZATRZYMAJ SIĘ! – Ojciec zahamował ostro. –MOJE BUTY! – i wybiegła szybko z auta. Wróciła na miejsce gdzie zaparkowali i znalazła koło skały swoje buty, Nagle usłyszała pisk opon. Adrenalina wystrzeliła w jej żyły. Pisk opon, klakson, krzyki i wybuch. Obróciła się, a na miejscu jej auta stał rozwalony wrak samochodu, a w niego wbity tir. Wszystko już płonęło. Benzyna szybko zasyczała i wszystko wybuchło. Acacia upadła od wstrząsu wybuchu. Do mózgu nie dopłynęły jeszcze wszystkie informacje. Leżała podpierając się na łokciu i spoglądając tępo na to całe zdarzenie. W uszach huczała jej krew. Nagle w jej czaszkę boleśnie odbiła się jedna piosenka. A raczej jeden wyrwany z kontekstu tekst „Kochanie będę na pewno” a następnie jeszcze boleśniej „To wiara, ona czyni cuda” A potem wrzasnęła tak, że serce jej pękło. Te dwa teksty były dla niej naj ważniejsze na świecie. Pierwszy zawsze powtarzał Damon gdy się rozstawali, a drugi rodzice, gdy chcieli ją w czymś poprzeć.
Wszyscy już krzątali się obok wraków. Usłyszała przeciągłe sygnały karetki i straży pożarnej. Nagle zdała sobie sprawę że dalej się drze. Podbiegła do wraku i padła na kolana, ktoś ją odciągną od klamki i trzymał ją do końca, nawet gdy straż i karetka pojechały, a Acacia pojechała razem z tą kobietą i mężczyzną ich samochodem za karetką. Kobieta nic nie pytała i nic nie mówiła. Dziewczyna także nic. Ryczała tylko przeciągle i nic nie mówiła. O jej czaszkę obijały się obrazy jej ukochanych ludzi. A potem tych dwu linijek. I tak w kółko. Kobieta usiadła razem z nią z tyłu i chyba coś do niej szeptała, pocieszała, trzymała w ramionach, kołysała i głaskała po plecach. Ale gdy do jechali do szpitala od razu poleciała do sali z rodzicami i Damonem, zapominając o tajemniczej parze. Lecz lekarze nie pozwolili jej wchodzić. Tłumaczyła że jest córką i dziewczyną, ale nie chcieli jej wpuścić. Usiadła na krześle w sali dla czekających. Koło niej usiadła para średniego wieku, około 30-35 lat. Od razu rozpoznała zapłakaną oliwkową twarz z dużymi czarnymi oczyma, pełnymi ustami i twarz otoczoną czarnymi lokami. Twarz mężczyzny była zmartwiona i mrugał często, ale widać, coś w jego oczach zdradzało że jest zirytowany.. jakby nie chciał żeby tu przyjeżdżać i nerwowo się ruszał. To właśnie zdradzało jego irytację a nawet…złość. To ją dezorientowało. Kobieta pogłaskała ją po plecach i powiedziała uspokajającym głosem :
-Nie pozwolą ci wejść, kochanie. Ich już nie ma. spłonęli. Teraz są z nich tylko kości.
Ciszę w szpitalu przeszył upiorny wrzask bólu.
--------------------------------------------------
Mam nadzieję że się podobało i że wytrwaliście do końca Do zobaczenia
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›